Wcześniej w moim domu dominowała raczej kuchnia azjatycka, a w lodówce nigdy nie brakowało imbiru, limonki, sosu rybnego, czy takich „wynalazków” jak pasta z tamaryndowca… Natomiast odkąd mieszkam we Włoszech częściej przygotowuję potrawy kuchni włoskiej. I tak sobie myślę, że są dwa powody zmiany moich upodobań. Po pierwsze półki w tutejszych marketach z przysmakami kuchni świata są namiastką tego, co można znaleźć w Polsce i zakup mleka kokosowego stanowi już nie lada wyzwanie, a po drugie w zasięgu ręki mam produkty, które są z kolei trudne dostępne w Polsce (kwiaty cukinii, na przykład). Korzystam więc z okazji i pichcę po włosku. Czytaj dalej „Makaron ze świeżymi pomidorami”
Neive jak malowane
Neive dzieli od Barbaresco zaledwie 4,5 km i w praktyce jazda sprowadza się do zjechania z jednej górki i wjechania na drugą J. I choć nie ma tak marketingowej nazwy jak wspomniane i opisane przeze mnie we wcześniejszym wpisie Barbaresco, czy też jeszcze sławniejsze Barolo, to jednak nie brakuje tu turystów. Nawet w środku tygodnia i w upalne południe można było spotkać ludzi z aparatami, a przytulne restauracyjki w porze obiadu były pełne. Natknęłyśmy się nawet grupę uczniów rysunku, którzy skuszeni urodą miasteczka postanowili uwiecznić ten uroczy zakątek Włoch.

Barbaresco – miasteczko i wino
Korzystając z obecności mojej rodziny i pięknej, letniej pogody wybrałam się na wycieczkę. Uzbrojone w aparat i nawigację, która okazała się zbędna i jak to często bywa próbowała wyprowadzić mnie w pole (dosłownie!), wyruszyłyśmy na odkrywanie Langhe. Dzień zaczęłyśmy od Barbaresco. I niech Was nazwa nie zmyli! Wcale nie mam na myśli wina, ale malownicze, malutkie (ok. 650 mieszkańców) miasteczko o tej samej nazwie. Będąc tam masz wrażenie, że każdy budynek, uliczka mówi o tym szlachetnym trunku, nazywanym przez niektórych młodszym bratem Barolo (Barbaresco powstaje również ze szczepu nebbiolo, ale nieco krócej leżakuje – dwadzieścia sześć miesięcy, z czego dziewięć w dębinie).

Skarby Langhe w Grinzane Cavour
Upał, błękitne, bezchmurne niebo, wokół jak okiem sięgnąć winnice i tylko jaszczurki od czasu do czasu przebiegają po żwirowej ścieżce. A w centrum tego obrazka piękny, doskonale zachowany średniowieczny zamek – Castello di Grinzane Cavour.

Zachód słońca z lampką Barolo
Każdy powód jest dobry, żeby lepiej poznawać okolice, a co dopiero zachęta w postaci degustacji wina w przepięknej scenerii. I tak wybrałam się do jednego z ładniejszych miasteczek w Langhe (południowy Piemont). Serralunga d’Alba już kilka razy miałam okazję podziwiać z daleka, przyszedł zatem czas, żeby przyjrzeć mu się z bliska.

Eataly
Wydawało mi się, że w przypadku sklepów wielkopowierzchniowych wszystko zostało już powiedziane i w gruncie rzeczy wszystkie są takie same. Okazuje się, że nic bardziej mylnego. Dowodem na to jest Eataly, marka wymyślona i stworzona we Włoszech. Kiedy mam komuś wyjaśnić co właściwie kryje się pod tą marką, zawsze mam z tym problem. Przecież Eataly to Eataly… Czytaj dalej „Eataly”
Ivrea – wzgórza, jeziora i pomarańcze
W ostatnią sobotę pojechałam w odwiedziny do moich przyjaciół, do Ivrei. Jest to niewielkie miasto na północy Piemontu.

Jeżdżę tam dość często, ale po raz pierwszy od kilku lat potraktowałam wizytę turystycznie. To taki efekt uboczny pisania bloga. 🙂 Dlatego moje odwiedziny nie ograniczyły się tylko do domu naszych przyjaciół, ale udałam się na spacer po ulicach miasteczka, fotografując prawie wszystko co napatoczy się pod obiektyw (jak już wyciągnę aparat, to odzywa się we mnie paparazzi…) i na nowo odkrywając uroki znanych miejsc. Czytaj dalej „Ivrea – wzgórza, jeziora i pomarańcze”
